Opowiadania Anety





 To tak na początku chciałabym napisać coś o tych opowiadaniach: 

1. Główni bohaterowie:



Miriam-nastolatka, która w wieku szesnastu lat straciła chłopaka, świat jej się zawalił, przeżywa ciężką depresję, nie radzi sobie z własnymi problemami. Stara się pokazywać innym, że wszystko jest w porządku. Niestety wieczorami, nocami, wracają wspomnieni, które wywołują potok łez. 
 Dziewczyna po nocach ma koszmary, które wydają się rzeczywiste. Po każdym sennym upadku blizny, rany zostają na jej ciele. Po za tym ktoś ją prześladuje, nastolatka wie tylko, że to mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie słyszała. Tajemnicza osoba nie ujawnia się. Czy bohaterka poradzi sobie w starciu z losem? Wygra walkę? Przekonacie się czytając kolejne wpisy! :))

Alex
- zmarły chłopak Miriam.

Diana- najlepsza przyjaciółka Miriam. Stara się pomagać przyjaciółce z całych sił, jednak nie zawsze jest to łatwe. Musi pogodzić zobowiązanie jakie ma wobec przyjaciółki, a chłopaka. Czy zawsze jest to łatwe? Czy sprosta zadaniu wyznaczonemu jej przez los? Czy uda jej się obronić przyjaciółkę?

 Alan- chłopak Diany. Najlepszy przyjaciel Alexa. On również jest wstrząśnięty śmiercią przyjaciela. O czywiście stara się nie pokazywać jak bardzo cierpi, jednak przed Dianą nie da się ukryć niczego. Chłopaka dodatkowo załamuje fakt, że jego ukochana przestaje zwracać uwagę na niego. Co odmieni podejście chłopaka do życia i Miriam? Co zrobi, kiedy jego życie zostanie wywrócone do góry nogami? Czy podejmnie słuszne decyzje? Czy warto będzie zaryzykować? Przekonacie się sami :)

          2. Ogół wydarzeń:

Miriam, Diana, Alex i Alan to czwórka bardzo zgranej paczki nastolatków, rozumieją się doskonale, nawet bez użycia słów. Poznali się dwa lata przed feralnym dniem. Chłopcy są rodzeństwem i przeprowadzili sie do Naples, małego miasteczka położonego na Florydzie. Zamieszkali na tej samej ulicy co Miriam. Spotkali się przypadkowo, ale przypadek sprawił, że stali się nierozłączni. Niestety po śmierci Alexa relacje te strasznie sie popsuły. Czy młodzi przetrwają to co los dla nich zgotował? Czy ich przyjaźń przetrwa tak trudne wyzwanie? Serdecznie zapraszam do czytania :))




PROLOG 

Ten jeden dzień w moim życiu zmienił wszystko. Miałam przyjaciół zostałam sama. Rodzina ma mnie gdzieś. Nie radzę sobie. Z dnia na dzień coraz więcej kresek na moim ciele. Ręce, nogi. Brakuje miejsca. Nigdy nie zastanawiałam się jak umrę. Nigdy nie pomyślałabym, że umrę w taki sposób. Zostając sama ze swoim życiem… Najbliżsi odeszli. Hmmmm… Nowa szkoła gorsza niż myślałam. Wiecie wydawało mi się, że po tych wydarzeniach poprzedniego roku zmiana szkoły mi pomoże, że zmiana środowiska będzie miała pozytywny wpływ na mnie. Jednak tak bardzo się pomyliłam. Jest gorzej niż myślałam. Ale…



P.S. Na początek wystarczy :))) 


Rozdział 1
v      
     

Szesnaście lat to dla wielu ludzi najpiękniejszy okres w życiu. Jest to wiek dwóch przeciwstawnych pojęć - szczęścia i cierpienia. Czas ten przede wszystkim kojarzy nam się z tak pięknym uczuciem jakim jest miłość. Pierwsze zakochanie, pierwszy chłopak, pierwszy pocałunek. Mi też się tak wydawało… Spotkałam chłopaka i zakochałam się w nim. Razem Byliśmy naprawdę szczęśliwi. Parą byliśmy ponad rok. Alex i jego brat, równocześnie najlepszy przyjaciel przeprowadzili się do Naples. Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo, ale przypadek sprawił, że moje życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia, jednak los sprawił, że uwierzyłam. Pierwsze spotkanie, pierwszy kontakt wzrokowy, pierwszy uśmiech. Motylki w brzuchu na jego widok. Niemożliwe? A jednak. Trzeba wierzyć. Los szykuje dla nas wiele niespodzianek.






 Nie, nie zerwaliśmy ze sobą… Feralna sierpniowa noc.. Jak wakacje to siedziałam do późna. Około pierwszej dostałam telefon. Na wyświetlaczu numer siostry Alexa, z tego względu, że wyjechali myślałam, że dzwoni przekazać mi od niego wiadomości, ponieważ ona została. I owszem otrzymałam wiadomość o nim, jednak nie taką jak się spodziewałam..
-Alex… On….- zaczęła zapłakana Victoria.
-Co się stało?! Dlaczego płaczesz?!- łzy napłynęły mi do oczu. Wiedziałam, że Victoria nie płacze bez powodu.
-On. Nie żyje!- słuchawka wyleciała mi z rąk. „Nie żyje! NIE ŻYJE! N I E  Ż  Y J E!” Te słowa słyszałam jeszcze długo po telefonie. Pytałam Boga dlaczego on?! Dlaczego osoba, którą tak bardzo kocham?! W tej chwili poczułam nienawiść do świata, Boga, ludzi, do wszystkiego co istnieje. Chciałam się zamknąć w ciasnym pomieszczeniu, bez okien, drzwi i nigdy, ale to NIGDY stamtąd nie wyjść. Płakałam bardzo długo. Wrzeszczałam na samą siebie. Wyklinałam wszystko i wszystkich. Rodzice nie wiedzieli co się dzieje, a ja nie potrafiłam im powiedzieć. Zamknęłam pokój. Założyłam słuchawki i zasnęłam.
Rano obudził mnie telefon. Nie odebrałam. Dzwoniła Diana moja najlepsza przyjaciółka. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Chciałam zostać sama. Chciałam zostać już sama na wieczność. Niestety Diana nie odpuszczała, nigdy nie odpuszczała. Ta cecha była jej zaletą, jak również wadą. Na przykład dzisiaj…
-Co się do jasnej cholery z tobą dzieje?! Dlaczego nie odbierasz tego pieprzonego telefonu?!- znowu zaczęłam szlochać- Miriam co się dzieje?- powiedziała spokojniejszym tonem
-Alex. On. Nie. Żyje.- wydusiłam z siebie. Bo jak mam ukrywać to przed najlepszą przyjaciółką? Przecież ona by się domyśliła i zaraz by u mnie była.. Nie dała by spokoju dopóki by się wszystkiego nie dowiedziała. Usłyszałam dźwięk rozłączonego połączenia. I nie myliłam się po kilku minutach była u mnie w domu i mocno przytuliła. Jej mogłam powiedzieć i wszystkim, wypłakać się. Albo po prostu siedzieć w milczeniu, i tak też było. Przytulała mnie. Ja płakałam. Wiedziała, że nie chce o tym rozmawiać, że chcę, aby ona przy mnie była i mnie nie zostawiła samej w takim momencie.
Po jakimś czasie zaproponowała spacer, okazało się, że jest już popołudnie, ale czy czas liczy się w takim momencie? W momencie kiedy świat nam się zawalił? Nie. Nie zwracałam uwagi na to co się koło mnie dzieje. Nie chciałam myśleć, czuć. Nie chciałam żyć. Ale jak mogłabym zostawić osoby, które kocham? Dianę, rodziców, dziadków? Jestem jedynaczką dla nich najważniejszą. Nie mogłabym im zrobić czegoś takiego. Szłyśmy w milczeniu, patrząc na twarze przechodniów na ulicach. Na zachód słońca widoczny w oddali.
-Piękne niebo prawda?- Diana próbowała zacząć rozmowę.
-Yhmmm- odpowiedziałam. Wiedziałam, że nawiązanie rozmowy będzie trudne i dalej nie próbowała. Znała mnie tyle lat więc wiedziała, że potrzebuje czasu, żeby ochłonąć. Było mi przykro patrząc na jej smutne oczy wpatrzone w oddal. Diana była piękną brunetką o brązowych oczach, zawsze jak była smutna, byłam smutna razem z nią. Na odwrót zdarzało się bardzo  rzadko, ponieważ ja zazwyczaj byłam wiecznie uśmiechnięta.  Ale nie dzisiaj. Mimo to, że bardzo dbałam o swój wygląd, dzisiaj mnie to wcale nie obchodziło. Interesowało mnie jedynie to, czy przeżyje bez Alexa, jego czułości, miłości.
Spacer zajął nam ponad godzinę. Diana jest naprawdę kochana, że pozwoliła mi milczeć, nie narzucała się z tym, żebym jej powiedziała o co chodzi. Gdy byłyśmy na skrzyżowaniu zapytałam:
-Mogłabyś zostać na noc?- nie wiedziałam jak zareaguje, myślałam, że może odrzucić i mnie olać, ale…
-Pewnie, że tak! Wiem, że teraz bardzo potrzebujesz mojego wsparcia. Nie zostawię cię samej w takim momencie. Wiesz, że cię kocham i nie pozwolę, żebyś cierpiała. Nie opuszczę cię dopóki sama nie powiesz, że mam sobie iść.- po tych słowach pojawił się na jej twarzy, szczery, szeroki, promienny uśmiech, a ja nie byłam dłużna i moje kąciki ust lekko się uniosły w delikatnym uśmiechu.
-Dziękuję.-powiedziałam.
Po powrocie do domu Diana zadzwoniła do swojej mamy poinformować ją, że zostaje u mnie na noc. Zadzwoniła również do Alana, swojego chłopaka, opowiedzieć mu o tym. W tym czasie ja się kąpałam. Wiedziałam, że zadzwoni ona pod moja nieobecność, ale na moje nieszczęście, albo i szczęście usłyszałam urywek ich rozmowy.
-Alana uspokój się, wiem, że byliście z Alexem dobrymi przyjaciółmi, ale czasu nie cofniemy, choćbyśmy chcieli. Cierpimy wszyscy, ja, ty, a najbardziej Miriam, ale dajmy jej oswoić się z sytuacją. Nie nalegajmy. I proszę cię nie płacz już.- usłyszałam w jej głosie smutek-pewnie chciałaby być teraz przy nim-pomyślałam, zrobiło mi się smutno, ale… Jest moją przyjaciółką i chce być przy mnie. Przez kilka minut nie słyszałam żadnych głosów, czy też szeptów więc postanowiłam wyjść. Myślałam, że rozmowa się zakończyła, jednak pomyliłam się. Nagle usłyszałam szloch Diany i przyciszony głos. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać jednak coś mnie podkusiło coś czego pożałowałam.
-Alan! Jak możesz tak w ogóle mówić?! Przecież wiesz, że Miriam znam dłużej, że jej jest potrzebne teraz najbardziej moje wsparcie!- ucichła, słuchała co on ma jej do powiedzenia. -Ja ciebie też kocham! Do jasnej cholery stawiasz mnie w sytuacji bez wyjścia, nie mogę jej zostawić! Rozumiesz!- jej szloch był coraz głębszy- Możesz się obrażać, ale jej nie zostawię!- po tych słowach zakończyła rozmowę. W moich oczach znowu pojawiły się łzy. Nie miałam wpływu na to, czy one spłyną czy nie.
Wróciłam do łazienki trzaskając drzwiami. W mojej głowie kłębiły się tysiące myśli. Czy ja naprawdę wszystkim przeszkadzam? Czy muszę rozwalać ludziom życie? Dlaczego mnie spotyka to co najgorsze?! Czy Bóg mnie kocha?! Jeśli tak to dlaczego traktuje mnie jak najgorszą?! Dlaczego pozwala, aby mnie spotykało coś takiego?! A może ja wcale nie powinnam istnieć? Może to pomyłka? Co ja mówię. MOJE ŻYCIE TO JEDNA WIELKA POMYŁKA!
-Miriam kochanie słyszałaś to prawda?- usłyszałam cichy głos przyjaciółki. Nie odpowiedziałam, chciałam zostać sama ze swoimi myślami jednak wiedziałam, że ona nie odpuści.- Skarbie, wiem, że pewnie teraz jest ci przykro z tego powodu, ale to nie twoja wina. Alan się zdenerwował, bo według niego, to miłość, a nie przyjaźń jest najważniejsza, ale wiesz, że ja sądzę inaczej, wiesz jak bardzo cię kocham- po moich policzkach leciało coraz więcej łez. Zarówno szczęścia jak i smutku, rozpaczy.- Uwierz mi Alan nie wie co mówi, wiem, że jemu jest też cholernie ciężko, bo stracił przyjaciela, najlepszego przyjaciela, ale nie mogę nic na to poradzić. Nikt nie może, czasu nie cofniemy. Niestety… Ehhhh… Proszę cię otwórz.- Nie wiedziałam co mam myśleć. Z jednej strony cieszyłam się, bo jako przyjaciółka powinna być przy mnie, ale… z drugiej strony to chłopak jest ważniejszy niż ja. Chociaż ona uważa inaczej nie potrafię się pogodzić z faktem, że jest tu teraz ze mną nie z nim. W sumie cieszyłam się z tego. Wyszłam i ją bardzo mocno przytuliłam.
-Dziękuję, że jesteś.- wyszeptałam jej do ucha. Odsunęła się ode mnie popatrzyła na mnie swoimi brązowymi oczkami, pełnymi miłości.-Nie dziękuj jestem, byłam i będę na zawsze głuptasie!- przytuliła mnie mocniej, pocałowała w policzek i zaprowadziła do pokoju. Położyłyśmy się spać. W związku z tym, że miałam łóżko jednoosobowe postanowiłyśmy spać na materacach. Po kilku godzinnej rozmowie zasnęłyśmy.
Miałam piękny sen. Śnił mi się ON. Byliśmy na spacerze, całowaliśmy się prawie cały czas, zaczęło padać, schowaliśmy się w starym opuszczonym budynku, trochę się bałam, ale wiadomo przy bliskiej osobie nie ma nic strasznego. Przytuliłam go i zaczęliśmy oglądać stary dom. W pewnej chwili strach zamienił się w ciekawość, szczególnie gdy znaleźliśmy stare, czarnobiałe zdjęcie, pary bardzo podobnej do nas.
-Widzisz? Wszędzie miłość. Kocham cię ty mój aniołku!- ucałował mnie głęboko i namiętnie.
- Ja ciebie kocham bardziej słodziaku!- przytuliłam go. Za chwilę zauważyliśmy coś ciemnego w oddali, coś na kształt postaci, człowieka, zbliżając się coraz bliżej, było coraz ciemniej. Nagle tajemnicza postać roześmiała się głośnym donośnym śmiechem. Nagle wszystko się rozmyło, Alex znikł, dom rozmazywał się z każdym kolejnym krokiem, podłoga zaczęła się zapadać. Znalazłam się w ciemnym miejscu, po kilku krokach spostrzegłam drzewa. Jakiś głos wewnątrz mnie powtarzał w mojej podświadomości „Nie idź tam! Proszę wróć się. Nie wchodź!”. Jednak jakaś siła nie pozwoliła mi się cofnąć. Byłam coraz bliżej drzew. Patrząc na nie wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego jednak nie chciałam się obudzić. Szłam coraz wolniej. Strach się pogłębiał z każdym kolejnym krokiem. Bałam się, bardzo się bałam. Wokół było ciemno, jedyne co oświetlało trasę to słaby blask księżyca przebijający się przez gęsto rozłożone gałęzie drzew. Przypatrując się bliżej zaczęłam sobie przypominać gdzie jestem. To… To był ulubiony sad Alexa. Potrafił w nim spędzać godziny. Zaczęłam się zastanawiać po co tu jestem. Może go spotkam? Szłam coraz pewniej. Nagle za mną coś złamało gałąź. Serce podskoczyło mi do gardła. Nie wiedziałam co to jest. Nagle usłyszałam głos mężczyzny:
-AHAHA zadowolona? Boisz się, widzę to w twoich oczach. Wiem o czym myślisz. Pamiętaj spotkamy się jeszcze nie raz!- zaczęłam się gwałtownie obracać szukając owego mężczyzny. Jednak nikogo już nie było. Byłam sama. Zaczęłam uciekać, po policzkach płynęły gorzkie łzy napływały mi do oczu bez ustanku, nie mogłam się opanować. Biegnąc upadłam. Zdarłam łokieć i kolano. Poczułam ból przeszywający całe moje ciało. Nagle obudziłam się z krzykiem. Diana zaraz otworzyła oczy. Płakałam.
-Co się stało? Miałaś koszmar?- lekko pokiwałam głową. Przytuliła mnie.- Nie bój się jestem przy tobie, nie będziesz sama. Nigdy cię nie zostawię- mówiła wtulając mnie w swoje ramię.
-Zaraz wracam idę do łazienki.
-Ok. Czekam.
Wchodząc do toalety zaświeciłam światło. Obmywając twarz zauważyłam coś przerażającego. Na łokciach miałam takie same rany jak we śnie. Ze strachem, trzęsącymi się rękami podniosłam dresy za kolana… Na nich również miałam rany… Moje usta zastygły w niemym krzyku… Po policzkach popłynęły łzy. Co to było? Dlaczego ja? Co się dzieje?! Zadawałam sobie te pytania tysiąc razy. A może ja śnię? Nie znalazłam odpowiedzi. Czy ja jestem normalna?! Może powinni mnie wysłać do psychiatry! Patrząc na rany nie mogłam uwierzyć, że to prawda! Powiedzieć o tym Ance? Ale co ona sobie o mnie pomyśli! Pomyśli, że zwariowałam, w sumie nigdy nie czułam się normalna. Zawsze odstawałam od tłumu. To cud, że ktoś mnie pokochał… A co jeśli on mnie nie kochał? Jeśli to wszystko była ściema? Nie on nie mógłby mi tego zrobić. Kochaliśmy się to była prawdziwa miłość.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz